Rozdział dedykuję Linki, która cierpliwie czekała, dzięki za rozmowę na gg :D oraz Yuko 14, która wytrzymuję ze mną na co dzień, a wolnych chwilach sprawdza moje ''dzieła''. Teraz zapraszam do czytania. ^^
*Jesteś zielenią mą
jesteś błękitem mym
Dobra poezjo,
sługo życia ponad światem złym
Pamięć ma wzywa cię
przez zagmatwany los
wierszu wybrany słów najlepszych
wypełnij mój głos.
Powoli sunęłam do przodu, nie przejmując się mrokiem czy ciszą panującymi w okół. Po prostu szłam, widząc ledwie zarys postaci, przyrody czy budynków. Minęłam sklep, w którym codziennie od śmierci moich rodziców robiłam zakupy, kwiaciarnie rodziny Yamanaka, gdzie zawsze mogłam spotkać Ino i porozmawiać z nią o jakiś błachostkach oraz mój dom, pełen zarówno tych dobrych jak i złych wspomnień. Jednak dalej kroczyłam coraz szybciej i szybciej, niemal biegłam do celu: dzielnicy klanu Uchiha. Gdy przekroczyłam granicę dzielącą wioskę na dwie nierówne części, zatrzymałam się, rozejrzałam, po czym kroki skierowałam na wschód od głównego wejścia. Mimo wybrakowanych informacji dotyczących Uchih’ów wiedziałam, iż dom, do którego zmierzam jest na samym końcu pasma innych budowli.
Znalazłwszy się już w starym miejscu zamieszkania Sasuke, zaczęłam poszukiwać dowodów na tezę nowego Hokage. Bynajmniej nie był to Naruto, ten nie miał choćby najmniejszych szans na konkurowanie z innymi, a to wszystko spowodowała moja osoba. Już od tamtego momentu, doskonale wiedziałam, że nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie wybaczę sobie śmierci przyjaciela, brata, narzeczonego. Rozmyślałam nad tym sprawdzając poszczególne pomieszczenia. Ku mojemu zaskoczeniu, w ani jednym pokoju nie znalazłam nawet odrobiny kurzu. Przecież to nie możliwe, by po prawie 15 latach, mieszkanie było tak czyste. Zmęczona i trochę zdenerwowana, wyjrzałam przez otwarte okno. Czarne kosmyki ledwie smagnęły mnie w policzek, troszkę skołowana, ponownie wychyliłam głowę spoglądając przed siebie oraz na boki. Nie widząc niczego interesującego, odwróciłam się i wyszłam. Idąc przez korytarze, słyszałam tylko głuchy stukot moich obcasów. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, jednak nie to mnie przeraziło. Zrobiła to krew, która ciągnęła się w stronę wyjścia. Podążając za śladami, doszłam do starej sali treningowej, chwyciłam brutalnie za drzwi i otworzyłam je. Widząc ten potworny obraz, upadłam na ziemię . Przede mną leżeli państwo Mikoto i Fugako, a wokół nich rozpościerały się blado czerwone plamy, natomiast kawałek dalej zauważyłam, klęczącego drobnego chłopaka o kruczoczarnych włosach. Wstałam i zaczęłam iść w jego kierunku. Był zrozpaczony, raz po raz przecierał oczy dłonią. Im bliżej się znajdowałam, tym bardziej nie chciałam wierzyć w to, że był to 12 letni Itachi, trzymający w ręce długą i zapewne ciężką katanę. Chwilę później, obraz się zmienił. Przed moimi oczami, pojawił się ogromny napis, wskazujący miejsce mojego pobytu, Yukigakure.
Stałam przed wielkimi wrotami, słysząc krzyki dochodzące z wnętrza. Skradając się, przeszłam obok strażników, by sekundę później móc podziwiać uroki miejscowości, skrytej pod ogromną ilością białego pierza, zwanego także śniegiem. Wioska ta charakteryzowała się centralnie położonym ryneczkiem, szachownicowym układem ulic oraz zabudową wokół głównego placu miasta, którego kształt można by porównać do prostokąta. W okolicach rynku budowano kamienice dla tubylców, a także luksusowe hotele, bądź motele dla turystów. Jednak najbardziej w oczy, rzucał się neon, dobrze znanego baru. Niemal od razu się tam znalazłam, prosząc o ulubiony likier. Barman podając mi alkohol, uśmiechnął się, jednocześnie próbując nawiązać konwersację. Na jego nieszczęście , nie byłam, nawet w najmniejszym stopniu Nim zainteresowana, może w normalnych okolicznościach zwróciłabym na Niego uwagę, ale na pewno nie w tym miejscu, gdzie po raz pierwszy od sześciu lat spotkałam młodego Uchihe. Efektem tegoż to spotkania była namiętna noc w pokoju 304, pobliskiego pensjonatu. Bynajmniej, nie zdarzyło się to jeden raz, przez następne 2 tygodnie, spotykaliśmy się noc w noc, by uprawiać ten jakże interesujący i intrygujący “sport”. Dzień, który zakończył tą sielankę, był jednym z najgorszych w moim życiu. Pewnym było, że te zdarzenia zmienią nie tylko mnie, ale również moich przyjaciół przynajmniej tych, którzy jeszcze istnieli. Po chwili nastąpiła kolejna zmiana obrazu.
Łąka po brzegi wypełniona kwiatami o delikatnym różanym kolorze, ogrodzona wiśniowymi drzewami, błękitne, bezchmurne niebo oraz słońce otulające promieniami Nasze twarze. Czarne tęczówki wpatrzone w kontrastujące, zielone oczy, wyrażały nienawiść do otaczającego go świata. Drugie natomiast ukazywały miłość do mężczyzny leżącego pod jakże kruchym ciałem kunoichi.
- wiesz, że już jutro rano wyjeżdżam?- mówiła zrozpaczona
- wiem- jego oschły ton raz po raz rozchodził się po jej głowie.
- wszystko się skończy
- przynajmniej tam, gdzie się zaczęło
- mogę zadać ci jedno pytanie, na które odpowiesz mi zupełnie szczerze?
- mhm...- mruknął, mrużąc powieki
- czy kiedykolwiek mnie kochałeś?
- nie i nie łudź się, że kiedyś to usłyszysz- zrzucił ją z siebie, po czym wstał, zaczął iść w stronę miasta, gdy krzyknął przez ramię, ostatnie słowa- to był tylko seks, nic więcej.
Nie, no cholera, nie. Jedną dłoń przyciskam do ust hamując wybuch paniki oraz strumienia łez. Siedzę na podłodze w łazience w za dużej koszulce i dole od piżamy. Kręcę głową z szeroko otwartymi, a jednocześnie zamglonymi oczami. W drugiej ręce trzymam długi plastikowy patyczek, w którego okienku widnieją dwie kreski. Nie więcej niż sekundę później, powtórnie stałam przed willą Uchih'ów, a naprzeciwko mnie Sasuke.
-Czy ty nie widzisz tego, że Cię niszczę? Wyrządziłem ci już tyle krzywdy, w końcu powinnaś to zrozumieć. Nie jestem tym za kogo mnie masz, skończ z tą całą maskaradą i po prostu zapomnij. Zapomnij o tym co Nas łączyło i dzieliło, miłości i nienawiści, radości i złości, o mnie.
Znikając dotknął mojego ramiona ostatni raz. Ja natomiast popadłam w cudowną nieświadomość.
P o p r o s t u z a p o m n i j.
************************************************
Gwałtownie otworzyłam oczy jednocześnie biorąc niemożliwie głęboki wdech. Na twarzach pochylających się w moją stronę, wykwitły uśmiechy, a chwilę później czułam ciężar wszystkich tych osób na sobie. Byłam zarówno zszokowana jak i uradowana. Nie miałam pojęcia czym to było spowodowane, po prostu czułam, że wreszcie przyszedł ten czas....Czas na bycie szczęśliwą.
Przeciskająca się przez tłum Tsunade, nie była już tak zachwycona, na jej buźce widniał grymas, a sama szła jak na skazanie. Dłonie uczepiły się włosów, targając je porządnie. Hmm…Czyżby kac nauczycielko? Ile dziś wypiłaś? Przyznaj się. Stanęła obok mojego łóżka, dopiero wtedy moi przyjaciele ją zauważyli oraz odkleili. Z zaszklonych oczu blondynki pociekły łzy, objęła mnie mocno, ale tylko na sekundę. Odkleiła się, zaczerpnęła dużo nie zbyt świeżego powietrza i krzyknęła.
- Jeśli jeszcze kiedykolwiek targniesz na swoje życie w ten czy inny sposób obiecuję ci, że przywiążę cię do krzesła, tak iż nie będziesz w stanie nawet drgnąć ręką. Zrozumiano?
- Oczywiście, powiedziałaś to niesamowicie dosadnie- odpowiedziałam zachrypniętym głosem, Ino podała mi szklankę z wodą, a ja z ulgą ją wypiłam.
- Jak długo spałam?
- Sakura, to były trzy miesiące, aż tyle czasu cię tu nie było niestety.., ale mam drugą nie najlepszą informację.
- Mów wprost, dam sobie radę- mimo, że nie byłam tego pewna, musiałam to powiedzieć, czuję, iż straciłam i zniszczyłam już za wiele, pora by się ocknąć tym samym spalając jeszcze jeden most, ten łączący nieszczęśliwą przeszłość z teraźniejszością, to mój nowy priorytet życiowy.
- Dobrze, jesteś w ciąży.
- Wiem, ale nie mogę sobie przypomnieć niczego poza tym.
- Nie wiesz kim jest ojciec?
- Nie mam zielonego pojęcia- nie, nie kłamałam pamiętałam wszystko, prócz tego mężczyzny.
- Powiedz mi… znasz Uchiha Sasuke?
- Kogo? Uchiha Sasuke…- powtarzałam to imię raz po raz, nie wiedząc kim jest ten człowiek, czy powinnam wiedzieć?- Nie wiem, co więcej nie sądzę, abym kiedykolwiek go znała.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Idąc po korytarzu kryjówki, starałem się myśleć rozsądnie, ale cholera nie mogłem. Niech mi ktoś powie jak to możliwe, że ON żyje?! Sam go zabiłem, widziałem jak Jego oczy się zamykają, skóra staje się blada, do tego dotykając Jego czoła po raz ostatni, poczułem jak moje ciało pokrywa gęsia skórka. Co było, może raczej jest z Nim nie tak? Przecież zmarli nie chodzą po ulicach, nie uśmiechają się, ani nie krzyczą. Moje kroki stały się ciężkie i szybkie, a w mojej głowie wciąż kotłowały się te pieprzone myśli, nawet się nie spostrzegłem, jak stałem przy drzwiach do sali narad. Otwierając je zobaczyłem wszystkich członków mojej drużyny, siedzących przy ogromnym, okrągłym stole. Trzasnąłem drzwiami jak nie jeden gówniarz, a chwilę później szarpnąłem za krzesło, wygodnie się na Nim usadawiając. Odchyliłem się lekko do tyłu, kładąc dłonie na twarzy i w najmniej spodziewanym momencie, ŁUP! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mistrzowsko wyłożyłem się na jakże chłodnej kafelkowej podłodze.
- Ja pierdole!! Ogłaszam wszystkim tutaj obecnym, iż dzisiejszy dzień jest drugim, najgorszym w moim życiu.
- Sasuś, kochanie, nic ci nie jest?!- powiedziała Karin tonem wchodzącym na ultradźwięk, przytuliła się do mojej klaty. Ja już nie mogę, za chwilę komuś stanie się krzywda jest jeszcze druga opcja, wybuchnę.
- Karin, spierdalaj, póki masz jeszcze nogi!!!. Naprawdę nie jestem w humorze, by akurat teraz się z tobą użerać.
- A-ale Sasuke..- jęknęła rozczarowana i smutna.
- Żadnego, ale. Masz być cicho. Siadaj na swoim miejscu i słuchaj uważnie. Jako że dzisiaj podczas spotkania z Naszym informatorem, dowiedziałem się paru, niepotwierdzonych, zaskakujących informacji dotyczących Itachiego Uchihy. Każdy z Was będzie miał przydzieloną misję, na którą przeznaczony czas to tydzień. Za chwilę dostaniecie zwoje z dokładnie opisanym zadaniem. Zrozumiano?
*********************************************************************
Tydzień później, Konoha
Wczoraj wyszłam ze szitala, co prawda w nienajlepszym stanie psychicznym, wróciłam do domu. Jednak nie byłam tam sama. Gdy tylko Ino doprowadziła Nas do budynku, zrobiła kolację, została na noc, po czym dziś z samego rana, wyszłyśmy na spacer. Pogoda nie zachwycała, niebo zachmurzone, wiatr i tylko 5oC. Wprawdzie była jesień, czego innego, można by się spodziewać. Chodziłyśmy po całej wiosce, ludzie widząc mnie uśmiechali się, witali, czasem starali się porozmawiać, a przede wszystkim gratulowali. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego to robili, dziewczyna wraca ledwie żywa, brzemienna, a ojcem jest Bóg wie kto. Faktycznie, tak opisana sytuacja brzmi znacznie lepiej, niż z początku wyglądała.
- Sakura?
-Hmm?- mruknęłam pod nosem, potwierdzając jednocześnie, że wcale nie jestem pogrążona w przemyśleniach, tylko słucham, w miarę uważnie oczywiście jak na moją niezywkle roztargnioną osobę.
- Jak się czujesz?
- Fizycznie, tak jak zawsze,psychicznie to istna tragedia. Kim jest Sasuke?- Nie chcąc dłużej rozmawiać na niewygodny jak dla mnie temat, skierowałam konwersację na zupełnie inny, ale znacznie bardziej wygodny tor.
- Naprawdę tak bardzo, pragniesz to wiedzieć- kiwnęłam głową, parę razy, definitywnie wyrażając moją wolę.- Ech.. Poznałyśmy go pierwszego dnia Akademii, mimo wieku, był bardzo przystojny, marzeniem każdej było zostać dla nego kimś ważnym. My też, od zawsze rywalizowałyśmy o jego serce, ale wszystko kiedyś przemija. Zmienił się po tragedii klanu Uchiha, ocalał jako jedyny, nie licząc potencjalnego mordercy rodziny. Itachiego, rodzonego brata Sasuke. Po wielu latach, okazało się, że zrobił to na rozkaz Naszej wioski, by uchronić wszystkich mieszkańców, przed nadchodzącą wojną. Młodszy z braci, aż do zabójstwa starszego, o niczym nie wiedział, myślał, iż robi dobrze, mszcząc się za ukochane osoby. Zaraz po tym zdarzeniu dowiedział się prawdy, nie umiał sobie poradzić. Pomogłaś mu, a on omal cię nie zabił.
- Kochałam go, prawda?
- Tak, mocniej niż kogokolwiek innego, ale od samego początku, wiedzieliśmy, że to nie wyjdzie, albo zginiesz, albo już nigdy nie będziesz taka jaka byłaś wcześniej.
- Jak on wygląda?
- Ma 168, piękne czarne jak smoła oczy, to samo tyczy się krótkich, błyszczących włosów. Świetnie zbudowany, w skrócie, grecki Bóg.
Popatrzyłam na krajobraz przede mną, twarze hokage, park I drzewa, z którego opadają kolorowe liście, biegające I radosne dzieci oraz nie tak znów zachwyconych dorosłych. Już chciałam zacząć kolejny monolog, zaliczjący się do “tych dłuższych”. Jednak w oddali zauważyła coś, co niesamowicie skutecznie spowodowało nagły zastuj słowotoku.
Do mojego ulubionego baru, w którym zawsze świętowaliśmy ze znajomymi, opłakiwaliśmy straty, upijaliśmy się do nieprzytomności, a także spędziliśmy pierwszą noc po śmierci Naszej Wiecznej Nadziei, wszedł niespodziewany gość. Piękny jak Adonis, brunet.
*Marek Grechuta, Pamięci wierszy
Od Autorki: Witam, witam. Nie krzyczcie na mnie, za tak długą zwłokę z rozdziałem, dostałam już porządną burę. Jak myślicie kim jest Ich Zmarła Wieczna Nadzieja? Kto był narzeczonym Sakury? Czy to ta sama osoba? Ach, jak ja kocham zadawać pytania. Dobra ogłoszenie, rozdzialik krótszy niż z początku miał być, ale chcieliście bloga na więcej niż 10 rozdziałów, więc musiałam coś jeszcze wymyślić, zgodnie z obietnicą, następny liczy 10, a nie 6 stron. A teraz mały surprise, czyli rozmowa z Linki, która natchnęła mnie do dokończenia notki( jestem jędzą :D):
jesteś błękitem mym
Dobra poezjo,
sługo życia ponad światem złym
Pamięć ma wzywa cię
przez zagmatwany los
wierszu wybrany słów najlepszych
wypełnij mój głos.
Powoli sunęłam do przodu, nie przejmując się mrokiem czy ciszą panującymi w okół. Po prostu szłam, widząc ledwie zarys postaci, przyrody czy budynków. Minęłam sklep, w którym codziennie od śmierci moich rodziców robiłam zakupy, kwiaciarnie rodziny Yamanaka, gdzie zawsze mogłam spotkać Ino i porozmawiać z nią o jakiś błachostkach oraz mój dom, pełen zarówno tych dobrych jak i złych wspomnień. Jednak dalej kroczyłam coraz szybciej i szybciej, niemal biegłam do celu: dzielnicy klanu Uchiha. Gdy przekroczyłam granicę dzielącą wioskę na dwie nierówne części, zatrzymałam się, rozejrzałam, po czym kroki skierowałam na wschód od głównego wejścia. Mimo wybrakowanych informacji dotyczących Uchih’ów wiedziałam, iż dom, do którego zmierzam jest na samym końcu pasma innych budowli.
Znalazłwszy się już w starym miejscu zamieszkania Sasuke, zaczęłam poszukiwać dowodów na tezę nowego Hokage. Bynajmniej nie był to Naruto, ten nie miał choćby najmniejszych szans na konkurowanie z innymi, a to wszystko spowodowała moja osoba. Już od tamtego momentu, doskonale wiedziałam, że nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie wybaczę sobie śmierci przyjaciela, brata, narzeczonego. Rozmyślałam nad tym sprawdzając poszczególne pomieszczenia. Ku mojemu zaskoczeniu, w ani jednym pokoju nie znalazłam nawet odrobiny kurzu. Przecież to nie możliwe, by po prawie 15 latach, mieszkanie było tak czyste. Zmęczona i trochę zdenerwowana, wyjrzałam przez otwarte okno. Czarne kosmyki ledwie smagnęły mnie w policzek, troszkę skołowana, ponownie wychyliłam głowę spoglądając przed siebie oraz na boki. Nie widząc niczego interesującego, odwróciłam się i wyszłam. Idąc przez korytarze, słyszałam tylko głuchy stukot moich obcasów. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, jednak nie to mnie przeraziło. Zrobiła to krew, która ciągnęła się w stronę wyjścia. Podążając za śladami, doszłam do starej sali treningowej, chwyciłam brutalnie za drzwi i otworzyłam je. Widząc ten potworny obraz, upadłam na ziemię . Przede mną leżeli państwo Mikoto i Fugako, a wokół nich rozpościerały się blado czerwone plamy, natomiast kawałek dalej zauważyłam, klęczącego drobnego chłopaka o kruczoczarnych włosach. Wstałam i zaczęłam iść w jego kierunku. Był zrozpaczony, raz po raz przecierał oczy dłonią. Im bliżej się znajdowałam, tym bardziej nie chciałam wierzyć w to, że był to 12 letni Itachi, trzymający w ręce długą i zapewne ciężką katanę. Chwilę później, obraz się zmienił. Przed moimi oczami, pojawił się ogromny napis, wskazujący miejsce mojego pobytu, Yukigakure.
Stałam przed wielkimi wrotami, słysząc krzyki dochodzące z wnętrza. Skradając się, przeszłam obok strażników, by sekundę później móc podziwiać uroki miejscowości, skrytej pod ogromną ilością białego pierza, zwanego także śniegiem. Wioska ta charakteryzowała się centralnie położonym ryneczkiem, szachownicowym układem ulic oraz zabudową wokół głównego placu miasta, którego kształt można by porównać do prostokąta. W okolicach rynku budowano kamienice dla tubylców, a także luksusowe hotele, bądź motele dla turystów. Jednak najbardziej w oczy, rzucał się neon, dobrze znanego baru. Niemal od razu się tam znalazłam, prosząc o ulubiony likier. Barman podając mi alkohol, uśmiechnął się, jednocześnie próbując nawiązać konwersację. Na jego nieszczęście , nie byłam, nawet w najmniejszym stopniu Nim zainteresowana, może w normalnych okolicznościach zwróciłabym na Niego uwagę, ale na pewno nie w tym miejscu, gdzie po raz pierwszy od sześciu lat spotkałam młodego Uchihe. Efektem tegoż to spotkania była namiętna noc w pokoju 304, pobliskiego pensjonatu. Bynajmniej, nie zdarzyło się to jeden raz, przez następne 2 tygodnie, spotykaliśmy się noc w noc, by uprawiać ten jakże interesujący i intrygujący “sport”. Dzień, który zakończył tą sielankę, był jednym z najgorszych w moim życiu. Pewnym było, że te zdarzenia zmienią nie tylko mnie, ale również moich przyjaciół przynajmniej tych, którzy jeszcze istnieli. Po chwili nastąpiła kolejna zmiana obrazu.
Łąka po brzegi wypełniona kwiatami o delikatnym różanym kolorze, ogrodzona wiśniowymi drzewami, błękitne, bezchmurne niebo oraz słońce otulające promieniami Nasze twarze. Czarne tęczówki wpatrzone w kontrastujące, zielone oczy, wyrażały nienawiść do otaczającego go świata. Drugie natomiast ukazywały miłość do mężczyzny leżącego pod jakże kruchym ciałem kunoichi.
- wiesz, że już jutro rano wyjeżdżam?- mówiła zrozpaczona
- wiem- jego oschły ton raz po raz rozchodził się po jej głowie.
- wszystko się skończy
- przynajmniej tam, gdzie się zaczęło
- mogę zadać ci jedno pytanie, na które odpowiesz mi zupełnie szczerze?
- mhm...- mruknął, mrużąc powieki
- czy kiedykolwiek mnie kochałeś?
- nie i nie łudź się, że kiedyś to usłyszysz- zrzucił ją z siebie, po czym wstał, zaczął iść w stronę miasta, gdy krzyknął przez ramię, ostatnie słowa- to był tylko seks, nic więcej.
Nie, no cholera, nie. Jedną dłoń przyciskam do ust hamując wybuch paniki oraz strumienia łez. Siedzę na podłodze w łazience w za dużej koszulce i dole od piżamy. Kręcę głową z szeroko otwartymi, a jednocześnie zamglonymi oczami. W drugiej ręce trzymam długi plastikowy patyczek, w którego okienku widnieją dwie kreski. Nie więcej niż sekundę później, powtórnie stałam przed willą Uchih'ów, a naprzeciwko mnie Sasuke.
-Czy ty nie widzisz tego, że Cię niszczę? Wyrządziłem ci już tyle krzywdy, w końcu powinnaś to zrozumieć. Nie jestem tym za kogo mnie masz, skończ z tą całą maskaradą i po prostu zapomnij. Zapomnij o tym co Nas łączyło i dzieliło, miłości i nienawiści, radości i złości, o mnie.
Znikając dotknął mojego ramiona ostatni raz. Ja natomiast popadłam w cudowną nieświadomość.
P o p r o s t u z a p o m n i j.
************************************************
Gwałtownie otworzyłam oczy jednocześnie biorąc niemożliwie głęboki wdech. Na twarzach pochylających się w moją stronę, wykwitły uśmiechy, a chwilę później czułam ciężar wszystkich tych osób na sobie. Byłam zarówno zszokowana jak i uradowana. Nie miałam pojęcia czym to było spowodowane, po prostu czułam, że wreszcie przyszedł ten czas....Czas na bycie szczęśliwą.
Przeciskająca się przez tłum Tsunade, nie była już tak zachwycona, na jej buźce widniał grymas, a sama szła jak na skazanie. Dłonie uczepiły się włosów, targając je porządnie. Hmm…Czyżby kac nauczycielko? Ile dziś wypiłaś? Przyznaj się. Stanęła obok mojego łóżka, dopiero wtedy moi przyjaciele ją zauważyli oraz odkleili. Z zaszklonych oczu blondynki pociekły łzy, objęła mnie mocno, ale tylko na sekundę. Odkleiła się, zaczerpnęła dużo nie zbyt świeżego powietrza i krzyknęła.
- Jeśli jeszcze kiedykolwiek targniesz na swoje życie w ten czy inny sposób obiecuję ci, że przywiążę cię do krzesła, tak iż nie będziesz w stanie nawet drgnąć ręką. Zrozumiano?
- Oczywiście, powiedziałaś to niesamowicie dosadnie- odpowiedziałam zachrypniętym głosem, Ino podała mi szklankę z wodą, a ja z ulgą ją wypiłam.
- Jak długo spałam?
- Sakura, to były trzy miesiące, aż tyle czasu cię tu nie było niestety.., ale mam drugą nie najlepszą informację.
- Mów wprost, dam sobie radę- mimo, że nie byłam tego pewna, musiałam to powiedzieć, czuję, iż straciłam i zniszczyłam już za wiele, pora by się ocknąć tym samym spalając jeszcze jeden most, ten łączący nieszczęśliwą przeszłość z teraźniejszością, to mój nowy priorytet życiowy.
- Dobrze, jesteś w ciąży.
- Wiem, ale nie mogę sobie przypomnieć niczego poza tym.
- Nie wiesz kim jest ojciec?
- Nie mam zielonego pojęcia- nie, nie kłamałam pamiętałam wszystko, prócz tego mężczyzny.
- Powiedz mi… znasz Uchiha Sasuke?
- Kogo? Uchiha Sasuke…- powtarzałam to imię raz po raz, nie wiedząc kim jest ten człowiek, czy powinnam wiedzieć?- Nie wiem, co więcej nie sądzę, abym kiedykolwiek go znała.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Idąc po korytarzu kryjówki, starałem się myśleć rozsądnie, ale cholera nie mogłem. Niech mi ktoś powie jak to możliwe, że ON żyje?! Sam go zabiłem, widziałem jak Jego oczy się zamykają, skóra staje się blada, do tego dotykając Jego czoła po raz ostatni, poczułem jak moje ciało pokrywa gęsia skórka. Co było, może raczej jest z Nim nie tak? Przecież zmarli nie chodzą po ulicach, nie uśmiechają się, ani nie krzyczą. Moje kroki stały się ciężkie i szybkie, a w mojej głowie wciąż kotłowały się te pieprzone myśli, nawet się nie spostrzegłem, jak stałem przy drzwiach do sali narad. Otwierając je zobaczyłem wszystkich członków mojej drużyny, siedzących przy ogromnym, okrągłym stole. Trzasnąłem drzwiami jak nie jeden gówniarz, a chwilę później szarpnąłem za krzesło, wygodnie się na Nim usadawiając. Odchyliłem się lekko do tyłu, kładąc dłonie na twarzy i w najmniej spodziewanym momencie, ŁUP! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mistrzowsko wyłożyłem się na jakże chłodnej kafelkowej podłodze.
- Ja pierdole!! Ogłaszam wszystkim tutaj obecnym, iż dzisiejszy dzień jest drugim, najgorszym w moim życiu.
- Sasuś, kochanie, nic ci nie jest?!- powiedziała Karin tonem wchodzącym na ultradźwięk, przytuliła się do mojej klaty. Ja już nie mogę, za chwilę komuś stanie się krzywda jest jeszcze druga opcja, wybuchnę.
- Karin, spierdalaj, póki masz jeszcze nogi!!!. Naprawdę nie jestem w humorze, by akurat teraz się z tobą użerać.
- A-ale Sasuke..- jęknęła rozczarowana i smutna.
- Żadnego, ale. Masz być cicho. Siadaj na swoim miejscu i słuchaj uważnie. Jako że dzisiaj podczas spotkania z Naszym informatorem, dowiedziałem się paru, niepotwierdzonych, zaskakujących informacji dotyczących Itachiego Uchihy. Każdy z Was będzie miał przydzieloną misję, na którą przeznaczony czas to tydzień. Za chwilę dostaniecie zwoje z dokładnie opisanym zadaniem. Zrozumiano?
*********************************************************************
Tydzień później, Konoha
Wczoraj wyszłam ze szitala, co prawda w nienajlepszym stanie psychicznym, wróciłam do domu. Jednak nie byłam tam sama. Gdy tylko Ino doprowadziła Nas do budynku, zrobiła kolację, została na noc, po czym dziś z samego rana, wyszłyśmy na spacer. Pogoda nie zachwycała, niebo zachmurzone, wiatr i tylko 5oC. Wprawdzie była jesień, czego innego, można by się spodziewać. Chodziłyśmy po całej wiosce, ludzie widząc mnie uśmiechali się, witali, czasem starali się porozmawiać, a przede wszystkim gratulowali. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego to robili, dziewczyna wraca ledwie żywa, brzemienna, a ojcem jest Bóg wie kto. Faktycznie, tak opisana sytuacja brzmi znacznie lepiej, niż z początku wyglądała.
- Sakura?
-Hmm?- mruknęłam pod nosem, potwierdzając jednocześnie, że wcale nie jestem pogrążona w przemyśleniach, tylko słucham, w miarę uważnie oczywiście jak na moją niezywkle roztargnioną osobę.
- Jak się czujesz?
- Fizycznie, tak jak zawsze,psychicznie to istna tragedia. Kim jest Sasuke?- Nie chcąc dłużej rozmawiać na niewygodny jak dla mnie temat, skierowałam konwersację na zupełnie inny, ale znacznie bardziej wygodny tor.
- Naprawdę tak bardzo, pragniesz to wiedzieć- kiwnęłam głową, parę razy, definitywnie wyrażając moją wolę.- Ech.. Poznałyśmy go pierwszego dnia Akademii, mimo wieku, był bardzo przystojny, marzeniem każdej było zostać dla nego kimś ważnym. My też, od zawsze rywalizowałyśmy o jego serce, ale wszystko kiedyś przemija. Zmienił się po tragedii klanu Uchiha, ocalał jako jedyny, nie licząc potencjalnego mordercy rodziny. Itachiego, rodzonego brata Sasuke. Po wielu latach, okazało się, że zrobił to na rozkaz Naszej wioski, by uchronić wszystkich mieszkańców, przed nadchodzącą wojną. Młodszy z braci, aż do zabójstwa starszego, o niczym nie wiedział, myślał, iż robi dobrze, mszcząc się za ukochane osoby. Zaraz po tym zdarzeniu dowiedział się prawdy, nie umiał sobie poradzić. Pomogłaś mu, a on omal cię nie zabił.
- Kochałam go, prawda?
- Tak, mocniej niż kogokolwiek innego, ale od samego początku, wiedzieliśmy, że to nie wyjdzie, albo zginiesz, albo już nigdy nie będziesz taka jaka byłaś wcześniej.
- Jak on wygląda?
- Ma 168, piękne czarne jak smoła oczy, to samo tyczy się krótkich, błyszczących włosów. Świetnie zbudowany, w skrócie, grecki Bóg.
Popatrzyłam na krajobraz przede mną, twarze hokage, park I drzewa, z którego opadają kolorowe liście, biegające I radosne dzieci oraz nie tak znów zachwyconych dorosłych. Już chciałam zacząć kolejny monolog, zaliczjący się do “tych dłuższych”. Jednak w oddali zauważyła coś, co niesamowicie skutecznie spowodowało nagły zastuj słowotoku.
Do mojego ulubionego baru, w którym zawsze świętowaliśmy ze znajomymi, opłakiwaliśmy straty, upijaliśmy się do nieprzytomności, a także spędziliśmy pierwszą noc po śmierci Naszej Wiecznej Nadziei, wszedł niespodziewany gość. Piękny jak Adonis, brunet.
*Marek Grechuta, Pamięci wierszy
Od Autorki: Witam, witam. Nie krzyczcie na mnie, za tak długą zwłokę z rozdziałem, dostałam już porządną burę. Jak myślicie kim jest Ich Zmarła Wieczna Nadzieja? Kto był narzeczonym Sakury? Czy to ta sama osoba? Ach, jak ja kocham zadawać pytania. Dobra ogłoszenie, rozdzialik krótszy niż z początku miał być, ale chcieliście bloga na więcej niż 10 rozdziałów, więc musiałam coś jeszcze wymyślić, zgodnie z obietnicą, następny liczy 10, a nie 6 stron. A teraz mały surprise, czyli rozmowa z Linki, która natchnęła mnie do dokończenia notki( jestem jędzą :D):
Pozdrawiam, Yuki-chan
To ja!
OdpowiedzUsuńCzyżbym była pierwsza? Pewnie jak wydukam już komentarz to okaże się, że jednak ktoś mnie wyprzedził!
Bardzo mi miło z powodu dedykacji. Przez Ciebie się rumienie!
Ale w dalszym ciągu jesteś jędzą! Nie wyprzesz się tego, żeby tak mi rozdział skończyć! Ty sobie pooglądasz klaty Sasuke, a mi nawet poczytać o nim! :P
Nie no samym rozdziałem i jego treścią jestem strasznie zaskoczona i mam wrażenie, że nic nie rozumiem, nic nie wiem. A ja nie lubię być niedoinformowana! Och!
"Jak myślicie kim jest Ich Zmarła Wieczna Nadzieja? Kto był narzeczonym Sakury? Czy to ta sama osoba? Ach, jak ja kocham zadawać pytania." -------> Ja chciałam zadać te pytania!
Oczywiście ja, jak to ja mam pewne spekulacje. Wydaje mi się, że tą Zmarłą Wielką Nadzieją i narzeczonym Sakury jest Naruto! Taaaa daaam! Genialna jestem, prawda?
OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO!
Sakura była kochanką Sasuke? I w dodatku jest z nim w ciąży? No tym to mnie zaskoczyłaś! Tylko, że Sakura nic nie pamięta. I to przez tego chama i mendę społeczna Uchihe. Teraz mam ochotę jeszcze bardziej go poobijać! Co ja gadam, zatłukłabym dziada!
Hahahhahahahhaaha Karin i te jej zaloty. Jestem ciekawa jak to wszystko się z tą misją potoczy...
Czuje niedosyt i chce więcej! Więcej stron!
Chyba muszę Cię bardziej motywować!
Dobra ja już kończę, bez odbioru...
Paulina
Zawsze czytając twoje komentarze szczerzę się do monitora jak głupia, a reszta środowiska zastanawia się tylko co z tą dziewczyną jest nie tak.
OdpowiedzUsuńCo do treści, tak miało być, muahahaha( zły śmiech jak z filmów^^) teraz będziecie się zastanawiać, a ja z herbatką( bo kawa na noc, nie najlepszy pomysł) będę siedzieć i zastanawiać się nad następnym rozdzialikiem, bo ja wiem wszystko i nie mam takich zmartwień XD.
Pierwsza część to retrospekcje z wcześniejszego życia Sakury, które pomogły jej w podjęciu takiej, a nie innej decyzji.
A Karin to menda, przystawia się do mojego męża, co z tego, że jestem jej cosplayerką ^^ Kurczę, chyba coś nie tak wyszło z tą rudowłosą, wredną małpą, no nieważne. Zobaczysz, w kolejnych notkach tajemnice się powoli rozwiążą( a ja wiem wszystko :D)
Nie bij mojego męża, on jest nie winny, to ta zołza Yuki go w to wszystko wplątała Wysoki Sądzie ^^.
Obiecałam następne 10 stron, a motywować musisz bardziej XD
Pozdrawiam, Yuki-chan
-,-
UsuńMówisz kawa nie najlepszy pomysł? To szkoda bo ja właśnie piję kawę z takiego wielkieeeego kubka. Mojej mamię się zachciało bo sobie przypomniała oglądając reklamę Jacobsa , że dziś nie piła, a ja dotrzymuję towarzystwa.
Ok, będę motywować zaraz Ci jakiś filmik motywujący z youtube wyślę.
Ooooo twojemu mężowi też się należy w trąbę, tak dla przykładu :)
Paulina
To smacznego ^^ hahaha, dla przykładu mówisz? XD za chwilkę obejrzę ten filmik motywacyjny, dziękuję :*
OdpowiedzUsuńYuki-chan
Hello :)
OdpowiedzUsuńRozdział pełen tajemnic jeżeli mam być szczera, ale to fajnie. Nie wiemy o co chodzi totalnie! Czemu Sakura chciała sie zabic, moze gdy dowiedziala sie ze jest w ciazy a Sasuke ma wawalone. Ale nie... przeciez Uchiha od zawsze chcial miec potomka, no chuyba ze ty wymyslilas sobie inaczej ;p w ogole Uchiha niepodobny do siebie, strasznie wybuchowy :p
No nic czekam na ciąg dalszy pozdrawiam\! :*
Hej Mrs Pe, jak miło zobaczyć twój komentarz :D tak długo chciałam odpisać na ten komentarz, niestety byłam na wyjeździe, internet się zawieszał, a telefon nie współpracował . Dlatego gdy jestem już w domciu, mogę wreszcie wyznać: Tak rozdział miał być pełen tajemnic XD. Jeśli chodzi o Sakure i Sasuke, to troszeczkę inna historia niż się spodziewasz, to zdecydowanie skomplikowane i trudne, aaaale wszystko powoli się wyjaśni. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńYuki-chan
W takim razie czekam z niecierpliwością ;)
Usuńwchodzę . czytam . :3 zgon nastąpił :3 bardzo mi się tu podoba ale pisze z telefonu wiec innym razem dłuższy komentarz :)!
OdpowiedzUsuńBardzo mnie cieszy, że ci się podoba :D Dziękuję za komentarz, nawet taki krótki, dzięki temu wiem, iż nie piszę tylko dla siebie. Pozdrawiam.
UsuńYuki-chan
czekamy na rozdział ^^!
UsuńNajpierw pojawi się na "50 twarzy Uchiha" dopiero później tu, ale oczywiście bardzo cieszę się, że czekacie :D Pozdrawiam
UsuńYuki-chan